Twój deck jest wodą na mój młyn, czyli „skuteczne” mielenie korporacji

Mill, przewijanie, mielenie – strategia stara jak świat i każdemu grającemu w karcianki doskonale znana. Co więcej, zwykle jest ona bardzo skuteczna.

Jak sięgnę pamięcią wstecz i przypomnę sobie niektóre karty w Magicku, czy nawet Inwazji, które pozwalały wprowadzać w życie taki typ zabawy, momentalnie na mych ustach pojawia się uśmiech. Zawsze lubiłem takie mniej bezpośrednie rozwiązania, stąd grając korporacją zwykle próbuję wypłaszczyć runnera. Niestety przy zamianie stron już tak łatwo nie jest. Tutaj nie wystarczy strata kart na ręce, trzeba przerzucić całą talię, która najczęściej mieści się w granicach 50 kart.

Tak więc, FFG nie było zbyt łaskawe dla lubujących się w takich rozwiązaniach. Choć dało nam pewne narzędzia, które by pozwalały przyjąć taką strategię, to z biegiem czasu i staje się coraz trudniejsza do zrealizowania.

Owszem, mamy kilka „zabawek”, które możemy zastosować, jednak czy na pewno nazwiemy je skutecznymi? Tutaj niestety odpowiedź nie przychodzi tak łatwo.

Zacznijmy od samych korzeni (czyli od zestawu podstawowego). Od razu w oczy rzuca nam się Noise i jego umiejętność specjalna. Niestety wirusy to nie poziomki i w nieskończoność ich posiadać nie będziemy mieli. Problemem jest nie tylko aspekt dociągania ich odpowiedniej liczy, ale również zapewnieniu sobie odpowiednich funduszy, aby regularnie je instalować. Można w teorii bawić się małymi wirusami, Sahasrarą i Scheherazadą, jednak efekty są dość liche, a obecność Jacksona Howarda psuje wszystko jeszcze bardziej. W dodatku nie można tego nazwać systematycznym działaniem i nie wyobrażam sobie, aby mogło to doprowadzić do bankructwa korporacji (czyli do przerzucenia wszystkich kart z R&D do archiwów).

Kolejnym możliwym, jednak jeszcze trudniejszym sposobem będzie łączenie naładowanych Medium i Demolition Runów. ALE. Kto nam pozwoli mieć więcej niż 2-3 żetony wirusa na nich, a jeszcze tym bardziej traci to na systematyczności, gdyż możemy takie akcje przeprowadzać bardzo sporadycznie. Co gorsze, przez dostęp do kasowanych krat, możemy sami się bardzo łatwo zabić, gdyż wystarczą iż akurat będziemy mieli pecha i pojawią się np. 2 Snare-y. Stąd takowa strategia, zwłaszcza przeciwko Jinteki jest równie inteligentna jak oblanie się miodem i bieganie nago po pasiece.

Ostatnio Anarchowie dostali narzędzie, które w teorii idealnie się do tego nadaje – Keyhole. Niestety potrzebny jest ciągły dostęp do R&D, którego nie możemy sobie zagwarantować. Raczej nikt nie zostawi na dłuższą metę tego serwera bez większej ochrony, a w miarę trwania gry będzie ona tylko rosła. Zabawne jest, iż znam jeden przypadek kiedy runnerowi udało się przewinąć korporację do zera za pomocą tego programu, ale jak to się mówi wyjątek tylko potwierdza regułę.

Podobnie jak w poprzednim przypadku, Hemorrhage również jest zbyt zależy od wchodzenia na serwery. Co gorsze, korporacja sama decyduje co ma usunąć, więc raczej ciężko nazwać to przeszkadzaniem i uniemożliwianiem gry.

Oczywiście nie mówię, że dane programy są złe. Przeciwnie: są rewelacyjnie, pod warunkiem iż gramy standardowym runnerem, którego celem jest zdobycie projektów i przeszkadzanie w ich zapunktowaniu. My spróbujemy tą trudniejszą metodę, czyli doprowadzenie do bankructwa.

Pozostało nam tak więc jedno narzędzie, które o dziwo nawet jakoś działa. Szkoda, że ten demon prędkości niestety ogranicza się do wózka z „Auchan”, aniżeli czerwonego Ferrari. Mowa oczywiście o Data Link Reversalu.

TAK! Ostateczne narzędzie zagłady! Postrach białych kołnierzyków! Pogromca serwerów centralnych. Jedynym problemem jest posiadanie taga. To jest dopiero zabawne… Jak zawsze staramy się ich unikać jak ognia, to przy tej strategii musimy go dostać, a nie jest to takie proste. Co gorsze, musiamy się go pozbyć przed końcem naszej tury, aby DLR nie został po prostu skasowany, jak każdy normalny zasób. W odpowiedzi przychodzi John Masanori.

Tak wiem, że póki co wszystko wydaje się niezwykle oczywiste i sami już dawno temu wpadliście na to połączenie. Co niektórzy nawet i próbowali tym grać, ale pewnie szybko przestawali przez marne rezultaty.

Ja się tak szybko nie poddałem. Przerobiłem kilkanaście wersji, która opierała się na tym combie. Zagrałem kilkadziesiąt meczy taką talią, z czego kilka na turniejach.

Efekty?

Hmmm… przewinąć korporację udało mi się raz… Przynajmniej ludzie chwalili i pojawiały się słowa pokroju „ciekawa”, „nietuzinkowa”, „kto tym gra?”.

Nie zmienia to faktu, że gra jest warta świeczki, gdyż nie dość że mało kto się czegoś takiego spodziewa, to jeszcze jest to dość zabawne. Poniżej przedstawiam wam deck, który póki co osiągnął końcową formę i powoli kończą mi się pomysły co jeszcze można byłoby w nim usprawnić.

 

Identity:

Andromeda: Dispossessed Ristie (Humanity’s Shadow)

Total Cards: (45)

Event (18)

Easy Mark (Core #19) x3

Infiltration (Core #49) x3

Inside Job (Core #21) x3

Sure Gamble (Core #50) x3

Quality Time (Humanity’s Shadow #87) x3 ■

Stimhack (Core #4) x3 ■

Hardware (2)

Plascrete Carapace (What Lies Ahead #9) x2

Program (6)

Snitch (Cyber Exodus #45) x3

Crypsis (Core #51) x3

Resource (19)

The Source (Creation and Control #55) x3 ■■

John Masanori (Opening Moves #9) x3

Data Leak Reversal (Future Proof #103) x3 ■

Fall Guy (Double Time #106) x3

Crash Space (Core #30) x3

Daily Casts (Creation and Control #53) x2

Decoy (Core #32) x2

 

Oczywiście chyba nie muszę tłumaczyć, czemu na Andromedzie najłatwiej jest ową talię złożyć? No właśnie.

Do szczęścia potrzeba nam tylko 4 kart, aby silniczek zaczął się kręcić i wszystko szło dość bezpiecznie. Chodzi o Data Leak Reversal, John Masanori, Snitch oraz Crash Space. Przy startowej ręce i trzech Quality Time raczej dość szybko na dane karty trafimy.

Najlepiej jest zacząć instalacje od DLR, gdyż pierwsze pojawienie się Johna zwykle skutkuje oblodzeniem na archiwach, a musimy mieć udany skok na centralę, abyśmy mogli zainstalować naszą anarchową zabawkę. Crash Space zapewni darmowe pozbywanie się taga. Snitch natomiast pozwoli go bezpiecznie zdobyć… Jak przypomnę sobie talie, które go nie miały i trzeba było po prostu sprawdzać na trzy zdrowaśki postawione LOD-y. Człowiek się modlił by trafić na prostą barierę… Niestety często los chciał inaczej i nagle traciliśmy istotne karty przez obrażenia, programy, czy cholera wie co jeszcze…

Stałym elementem każdej tury powinien być skok, sprawdzenie LOD-u za pomocą Snitcha i odłączenie się. Skasowanie dwóch kart, a następnie pozbycie się taga. Zwykle osoba grająca korporacją po jakiś dwóch turach zapamiętuje ten rytuał i wystarczy powiedzieć „mielimy”, aby od razu zrzucił 2 karty do archiwów i zaczął swoją turę.

Oczywiście jakby to się ograniczało do tego, to byłoby zbyt piękne. Tak naprawdę niewiele w tym czasie robimy, stąd korporacja może sobie spokojnie wszystko instalować, punktować, palić, gwałcić i nabijać na pale. Dlatego potrzebne są nam kolejne dodatki, które spowolnią korporację. Mówimy tutaj głównie o The Source i Fall Guy-u. Razem działają o tyle dobrze, że są bardziej wielokrotnego użytku i bywają mocno irytujące dla korporacji.

Zawsze również mamy w talii Infiltracje, Inside Job i Stimhack, aby móc pobiec po pewny projekt i jeszcze bardziej zyskać na czasie. Zwykle wystarczy nam do tego Crypsis. Niestety ma to też drugą stronę: im bardziej się skupiamy, aby korporacja nie punktowała projektów, tym sami tracimy więcej czasu, który można było poświęcić na mielenie kolejnych kart.

Taka jeszcze uwaga: kiedy już jest John na stole, pamiętajcie aby za Chiny ludowe nie biegać na ostatnim clicku. Po prostu tego nie róbcie, gdyż jak jakimś cudem się wam nie uda dostać tam gdzie trzeba, to zarobicie taga i momentalnie całą maszynkę szlag trafi. Ileż to razy ja właśnie przez to przegrałem, że chciałem sobie sprawdzić „pewny” serwer i nagle zarabiałem taga, którego nie mogłem skasować.

Rozwiązaniem po części jest Decoy, ale razem z pancerzem ma on nas chronić przez działaniem korporacji, a nie własną głupotą.

Oczywiście potrzebna będzie jeszcze jakaś szczątkowa ekonomia, aby postawić całe to tałatajstwo, stąd Easy Mark, Sure Gamble i Daily Casts.

Na tym kończy się liczba kart w tej talii i bywa wystarczająca. Niestety sama jego skuteczność jest dość sporo zależna od naszego szczęścia i wyczucia. Często cierpliwość dużo bardziej nam popłaca. Niemniej nie możemy też pozostawać zbyt pasywni. Znalezienie złotego środka nie będzie łatwe.

 

Teraz mogę napisać wam jeszcze kilka słów o tym, co już tam „było” i w teorii miało pomóc. Pierwsza wersja zawierała połączenie Joshua B. + New Angeles City Hall. Dawało to clicka więcej, dzięki czemu spadały po 3 karty na turę, ale niestety dość szybko wysysało nas z pieniędzy. Konieczne było wtedy dołożenie Access to Globalsec i Underworld Contactów, a to wszystko składało się już na taką liczbę kart, że zanim to znaleźliśmy, to korporacja już miała po 2-3 projekty zapunktowane.

Wszelkie wydarzenia u niebieskich, Gormany itp. całkowicie się nie sprawdzają, gdyż naszym celem nie jest latanie po serwerach. Traciliśmy tylko na to cenne clicki. Przewijało się tam kilka jeszcze innych kart, a nawet przeniesienie całego zamysłu do Chaos Theory, aby skorzystać z mniejszego limitu. Niemniej wszystkie te zabiegi tylko wydłużały rozstawienie tych 4 pierwszych kartoników.

Ostateczną wersję otrzymujecie w swoje ręce. Może wpadnie wam coś do głowy, na co sam nie zwróciłem uwagi i dokonacie jakiś małych poprawek.

Tak więc bawcie się i mielcie na całego, a korporacja niech rwie włosy z głowy. Zapamiętajcie moje słowa, że kiedyś doczekamy się pełnoprawnej talii do przewijania i będzie ona niezwykle skuteczna. Już wypatruję tego dnia na horyzoncie.

Już prawie.

Jeszcze momencik.

 

0 Udostępnień