Regio-regio-regionalsy, czyli zmagania w Bielsku-Białej!

Dziecko w każdym z nas właśnie się budzi, gdyż dziś nasze święto! Nie szczędźcie cukierków, napojów gazowanych i oranżadek w proszku! Tym bardziej jako fani czegoś tak dziwnego jak Netrunner pewnie nie raz spotkamy się z opinią całkowitych laików, iż tracimy czas na grę dla niedorostków i podlotków. Oczywiście z tejże okazji nie może zabraknąć pro-tipu! Jak to się często słyszy w restauracjach: indżoj!

Niemniej wystarczy już dziś tej celebracji i przejdźmy do meritum tematu.

Wczoraj odbyły się mistrzostwa regionalne w Bielsku-Białej i oczywiście nie mogło mnie na nich zabraknąć. Wszystko się szczęśliwie ułożyło, gdyż byłem przekonany że nie będę mógł się na żadnych w tym roku pojawić przez problemy w pracy. Na szczęście zawód się udało zmienić na czas i wybrałem się razem z paroma towarzyszami sceny krakowskiej.

Wyruszyliśmy po 9 i po dość długiej jeździe w końcu trafiliśmy na miejsce. Od razu urzekło nam miejsce, w którym turniej się obywał. Był to chyba największy sklep z grami planszowymi, jaki udało mi się osobiście zobaczyć i szczerze żałuję, że w Krakowie nie ma takiego przybytku. Ogromna przestrzeń, masa stołów, wielki asortyment, co chwilę organizowane przeróżne eventy (w tym samym momencie jak nasz turniej, odbywały się jakieś zawody w Pokemony!) i bardzo sympatyczni panowie obsługujący cały ten „majdan”. Oczywiście zaraz rzuciły się w oczy znajome twarze, choć tutaj nie ma co się dziwić, że na takich większych eventach 3/4 osób się to stała ekipa, która się dobrze kojarzy, lubi i ściśle konkuruje jako przedstawicieli przeróżnych części Polski: Kraków, Warszawa, Katowice i cholera wie jeszcze kto tam był. Była godzina 11:30.

Po wymianie uprzejmości zostały ogłoszone pierwsze pary do grania i w tym momencie 21 śmiałków wyciągnęło swe w tajemnicy przygotowywane talie, aby wgnieść wszelkich przeciwników w ziemię i odebrać naprawdę zacne nagrody.

Dla odmiany przedstawię kilka swoich odczuć z rozegranych gier, gdyż naprawdę trzeba przyznać że poziom był bardzo wyrównany i prawie każdy mecz trwał do samego końca.

 

Mecz 1 – Luinloth (Shaper / NBN)

Tutaj miałem złe doświadczenia po ostatnim turnieju w Krakowie, gdzie NBN Luinloth roznosił wszystko co się rusza i usiadłem do stołu bardzo niepewnie. Zwłaszcza, że swoim runnerem nie rozegrałem nawet jednej gry i składałem go w środku nocy przed wyjazdem… No nic, trzeba było jednak próbować i okazało się, że fortuna jest po mojej stronie: Luinloth nie zrobiła muligana, pomimo tego iż nie miała prawie żadnych LOD-ów na starcie, zostawiając mi czyste wejście do R&D. Medium w pierwszej turze zrobiło swoje i w moment wyciągnęło się potrzebne punkty.

Druga gra była przeciwko Shaperowi i już czułem się trochę pewniej: zawsze mi lepiej się gra korporacją. W dodatku mój Weyland wymagał naprawdę ogromnych nakładów finansowych ze strony runnera, aby być w stanie wejść gdziekolwiek. Gra trochę trwała i Luinloth mimo wszystko stawiała dzielny opór, ale na mocnym serwerze pokroju: Archer, Hadrian i jeszcze jakiś inny zabójca punktowałem projekt za projektem. Udało się!

Obie gry dla mnie! Co się dzieje?! Jasna cholera, chyba jestem chory, albo to jakiś błąd w Matriksie.

Mecz 2 – Tofik (Criminal / Jinteki)

Jak zobaczyłem swojego przeciwnika, to entuzjazm minął momentalnie… wygrał w poprzedniej rundzie dwukrotnie z jednym z lepszych krakowskich graczy, dlatego prognozy były naprawdę mało pozytywne…

Ponownie zacząłem jako runner i ustałem naprzeciwko małemu Jinteki. Początek był ciężki: szybkie oblodzenie, stworzenie niezłego serwera na którym zostało zapunktowany Future Perfect. Kurczę… to już połowa do wygranej dla niego, nie jest wesoło. Niemniej pojawił się błąd: Tofik trochę przesadził z wydatkami i nie był w stanie powstrzymać mnie przed wejściem na HQ. Posypały się syfony. Jeden, drugi, trzeci. Groman był pełen od znaczników, Joshua dodawał skrzydeł i Data Leak Reversal zaczęło przesadnie mielić korporację. Spadało wszystko. Niewiele przed końcem czasu Tofik opróżnił swoje R&D do zera. Wygrałem!

Jak zobaczyłem Kena, to średnio byłem zadowolony, z racji masy możliwych wydarzeń, które zwykle są bardzo krzywdzące. Miałem dobry start: kilka tanich lodów, trochę ekonomii. Ponownie powoli zablokowałem centrale i zacząłem robić powoli mały serwer śmierci. PAD-y pracowały całą parą i przynosiły mi naprawdę spore korzyści, a runnera nie było stać na ich trashowanie. Kilka dobrych blefów pozwoliło na punktowanie projektów w okienkach, bądź wpuszczanie spłukanego runnera na NAPD. Lekko nie było, ale Weyland okazał się górą.

Ponownie dwie gry wygrałem! Coś mi tutaj nie pasuje i chyba ludzie muszą mi się podkładać.

Mecz 3 – Jander (Criminal / Jinteki)

O MÓJ BOŻE! Jak tylko dowiedziałem się, że będę grał przeciwko Janderowi i jego morderczemu Jinteki, to humor minął bezpowrotnie…

Oczywiście pierwsza gra runnerem: wolałem mieć to za sobą. Znałem jego talię z turnieju w Krakowie. Wiedziałem, że nie uświadczę tam pułapek, jednak strasznie drogie LOD-y do przechodzenia i bardzo skuteczna ekonomia bardzo szybko zatrzymały mnie w miejscu. Zdobyłem kilka punktów, ale ta gra była przegrana od samego początku…

Jak korporacja musiałem się zmierzyć z Rihanną. Jander zaczął bardzo agresywnie: masę skoków, przy blokadzie HQ i R&D szybko zainstalował wejście Beta starając się coś wyciągnąć z ręki. Trafił na jeden projekt i uparcie sądząc, że jest coś tam jeszcze tracił czas na bezowocne skoki. Miałem chwilkę, aby odbić się ekonomicznie i postawiłem Tollbootha na archiwach. Choć Jadner się tego spodziewał, to poszedł sprawdzić: jego budżet na tym ucierpiał. Niedługo później Power Shutdown pozwolił pozbyć mi się lodołamacza barier. Co przeciwnik instalował nowy sprzęt, to ja kładłem kolejny LÓD, którego przejść nie był w stanie. Tradycyjnie centrale zostały nieźle zabezpieczone i powstał serwer do punktowania. Niemniej gra była bardzo wyrównana: co punktowałem jeden projekt, to traciłem zaraz kolejny. Atmosfera była strasznie napięta i można było ją kroić nożem. Ponownie przed samym końcem czasu udało mi się zdobyć zwycięskie punkty. Sporo szczęścia też mi tutaj pomogło.

Pierwszy remis, ale i tak wynik lepszy niż się spodziewałem. Trafiłem na 2 miejsce ogólnie!

Mecz 4 – Coma (Criminal / HB)

Czymże byłby turniej, w którym nie gramy z kimś ze swojego podwórka. Coma jako stały bywalec krakowskich turniejów dobrze znał mój styl grania, jednak przewagą było to, iż totalnie jeszcze nie znał nowych dwóch talii, które miałem. Ba! Nawet ja ich dobrze nie znałem.

Wybrałem runnera na pierwszą rundę i trzeba było walczyć z podstawowym HB. Wiedziałem, że nie mam dużo czasu i jak tylko COMA trochę zbuduje swoją ekonomię, to nie będę w stanie czegokolwiek zrobić. Kilka instalacji wirusów, szybkich skoków i nagle mam zdobyte 6 puntków! Jestem w szoku! Aż tak łatwo mi to przyjdzie? Trochę poczułem się zbyt pewnie i popełniłem błąd: na ostatnim clicku (nie próbujcie tego w domu) spotkałem Ichiego… To zabolało. Poleciała większość stołu i to wystarczyło. Coma momentalnie odbudował ekonomię, zabezpieczył serwery i zaczął zdobywać punkty. Ja nie byłem w stanie się z tego pozbierać i bardziej można było nazwać to umieraniem niż grą. Agonia nie trwała zbyt długo: ostatni projekt został zdobyty przez korporację…

Złości na swoją głupotę było co niemiara… Trzeba rozegrać jeszcze jedne mecz. Przyznam szczerze, że to jedyna gra z całego turnieju, którą bardzo słabo pamiętam. Musisz mi Coma wybaczyć i najlepiej samemu napisać w komentarzach, jak to przebiegało. Wygrana była po mojej stronie, choć na pewno nazwać tego łatwą grą nazwać nie można.

Kolejny remis, trzymam się kurczowo 2 miejsca!

Mecz 5 – Selverin (Shaper / Jinteki)

Ostatni mecz przed TOP 8 i trafia się mniszcz Polski we własnej osobie. Z Selverinem grałem dotychczas raz i było to na warszawskim turnieju jedynie na zestawach podstawowych. Wtedy zremisowałem i od tamtego czasu minął już prawie rok.  Niemniej w żaden sposób mnie to nie uspokajało, gdyż i tak był to już gracz z najwyższej półki.

Tradycyjnie wolałem zacząć słabszą talią, stąd mój Noise musiał pobawić się z Tenniem. Domyślałem się, cóż takiego Selverin wykombinował, choć Tyrant był niezłym zaskoczeniem i o dziwo naprawdę ciężko się go przechodziło… Zwłaszcza, jak jego ilość podprogramów zaczęła być wyższa aniżeli 5-6. Dość szybko nadszedł moment, kiedy centrale zostały całkowicie zablokowane, a Selverin zaczął punktować projekt za projektem z pomocą Trick of Light. Muszę przyznać, iż nie miałem całkowicie pomysłu jak ugryźć to ID…

Rokowania na drugą grę nie był zbyt dobre. Tutaj będzie potrzeba naprawdę dobrej obrony, aby jakkolwiek zabezpieczyć serwery, choć przy Magnumie to i tak kwestia czasu, kiedy dojdzie się do momentu, że runner będzie w stanie przejść dosłownie wszystko. Gra była naprawdę wyrównana: zdobywaliśmy punkt za punktem, choć widać było że powoli Selv traci powoli parę i jest mu coraz trudniej wchodzić gdziekolwiek, stąd bardziej skupiał się na rzadkich skokach po duże ilości kart. Wykorzystałem nawet swoją jedyną „przeszkadzajkę” w postaci Junebuga, co pozwoliło na chwilkę odetchnąć i zapunktować kolejny projekt. Wielokrotnie Ash uratował mi tyłek i gdyby nie on, gra skończyłaby się naprawdę szybko na moją niekorzyść, a tak w końcu dobiłem do 7 punktów… Ufff…

Ostatni mecz i ponownie remis. Przyznam, iż naprawdę morale mocno skoczyły do góry. Tym bardziej, że udało mi się wejść do rozgrywek w TOP 8.

Mecz 6 – Selverin (Shaper)

Cóż za niespodzianka… drugi mecz z rzędu, niestety pojawił się problem: decyzja co do granej frakcji należała do Selverina, który był ode mnie wyżej w tabeli, choć mieliśmy obaj po tyle samo punktów. Wiedziałem, że jak przyjdzie mi grać runnerem, to nie będę miał jakichkolwiek szans. Na szczęście i ku mojemu zdziwieniu, pozwolono mi znowu grać jako korporacja.

Całość przebiegała o dziwo trochę sprawniej z mojej strony: w odpowiednich okienkach punktowałem projekty, ekonomii nie brakowało i kilka blefów mocno spowalniało Selverina. Dość sprawnie dotarliśmy do sytuacji pokroju: albo ty wygrasz w tej turze, albo ja wygram w kolejnej. Z racji, iż przeciwnik nie miał pewności, czy faktycznie na serwerze leży projekt, postawił wszystko na jedną kartę i pobiegł mi na R&D, w którym było może z 10 kart i znajdowały się tam ciągle 2 projekty po 3 punkty. Co gorsze miał przejrzeć chyba z 4 karty naraz… Byłem pewien, że to już koniec, ale jednak o dziwo nic się nie trafiło. Tura się skończyła i zdobyłem ostatni projekt.

Tłum szaleje, a przynajmniej towarzysze z Krakowa! Wspinam się wyżej.

Mecz 7 – Jander (Jinteki)

Na moje nieszczęście Jander również wygrał pierwszą grę, a co za tym idzie musiałem grać z nim ponownie. Sytuacja wyglądała tak samo jak z Selverinem: jeżeli będę miał okazję zagrać korporacją mam jeszcze jakieś szanse. Jako runner żadnych. Rzuciliśmy kostką i niestety Jander wybierał…

Mój anarch nie był w stanie zrobić wiele, choć paraolimpiada w jego wykonaniu trwała dość długo. Była chwila, kiedy przeciwnikowi musiało się podnieść ciśnienie, jak złapałem za pomocą Medium 2x Nisei z R&D. Wystarczyłby Future Perfect i bym wygrał. Szybko luka w obronie została załatana i gra się skończyła.

Wynik do przewidzenia: pierwsza przegrana w topce. Kolejna równa się z końcem zabawy.

Mecz 8 – Adamek (Weyland)

Świetnie… nie dość, że muszę grać runnerem, to jeszcze przeciwko korporacji skupiającej się na paleniu. Jakbym jeszcze nie miał talii, która masowo zbiera tagi, to może bym się tym tak nie przejął.

O dziwo miałem trochę szczęścia do startowej ręki, a przeciwnik postawił na centralach bardzo lekką obronę i skupił się na budowaniu serwera zdalnego. To był spory błąd, gdyż zacząłem zasypywać go syfonami. Wiedziałem, że już nie ma odwrotu i jak zwolnię na moment to zostanę szybko wypłaszczony, gdyż nie chciał mi podejść żaden pancerz. Joshua B bardzo ułatwiał całą operację (przyznam, że mocno nie doceniałem tej karty). Adamek dość szybko popełnił kolejny błąd i zamiast jak najszybciej skasować mi leżący na stole Data Leak Reversal, to bardziej skupiał się na zdobywaniu funduszy. Karty spadały masowo po 4-5 na turę. Dość szybko 3/4 R&D znalazło się w archiwach, a Howardów jak nie było tak nie ma. Z czystej ciekawości pobiegłem na archiwa i zawartość była naprawdę imponująca: kilka projektów, większość elementów palenia, ekonomia. Dało mi to wygraną.

Raz w dół, raz w górę…

Mecz 9 – Selverin (Shaper)

Znowu o wyborze frakcji decydował rzut kością i o dziwo trafiła mi się 6. Oczywiście nie mogłem nie skorzystać z okazji i nie pozwolić Selverinowi po raz trzeci zmierzyć się z moją korporacją. Wygrałem w końcu już dwa razy, to może i uda się trzeci.

Na moje nieszczęście, przeciwnik dość dobrze wyciągnął wnioski z poprzednich dwóch gier. Od początku się skupił na mocnym atakowaniu R&D. W dodatku popełniłem błąd, gdyż całkowicie zapomniałem o używanych Stimhackach i w głupi sposób straciłem 3 punkty. Tym razem trochę miałem też pecha co do dociąganych LOD-ów, gdyż trafiały mi się same słabsze pozycje, a większe osobniki straciłem przez lekkomyślne użycie Power Shutdowna. Obrona nie wytrzymała i w końcu gra się skończyła dla mnie porażką.

 

To był już ostatni dla mnie mecz i miałem zagwarantowane 4 miejsce. Nie wiem jakim cudem to zrobiłem, ale to największy sukces w całej mojej karierze Netrunnera. Nawet na małych turniejach lokalnych zawsze liżę koniec tabeli, a tutaj na mistrzostwach regionalnych zaszedłem aż tak wysoko. Oczywiście mata, znaczniki wirusów i kilka promek, w tym plastikowa Andromeda zasiliła mój ekwipunek. To był naprawdę dobry dzień.

Oczywiście tutaj turniej się nie skończył, gdyż pozostał finał do rozegrania. Dotarł do niego właśnie Selverin i Teyeru. Nie będę opisywał szczegółów, ale muszę przyznać iż był to jeden z bardziej emocjonujących pojedynków jakie widziałem, choć nawet sam zwycięzca musi przyznać, że miał ogromne ilości szczęścia.

Po godzinie 22 turniej dobiegł końca i zwycięzcą został Selverin (gratuluję!). Szybko odebraliśmy nagrody, pożegnaliśmy się i czym prędzej ruszyliśmy w trasę. Do domu wszedłem po godzinie 1… Nie ma to jak cały dzień spędzić z Netrunnerem. Pomimo sporego zmęczenia, byłem naprawdę zadowolony i nie chodzi już tylko o sam wynik, lecz przyjemnie spędzony dzień.

Na koniec chciałbym podziękować organizatorom, gdyż odwalili naprawdę kawał świetnej roboty, oraz pozdrowić wszystkich uczestników. Teraz pewnie zobaczymy się dopiero na Mistrzostwach.

Oczywiście nie mógłbym nie dać talii zwycięzcy.

 

Chaos Theory: Wünderkind (Cyber Exodus)

Event (17)

3x The Maker’s Eye (Core Set)

3x Test Run (Cyber Exodus)

3x Diesel (Core Set)

3x Quality Time (Humanity’s Shadow)

3x Stimhack (Core Set)  •••

2x Modded (Core Set)

Hardware (8)

3x R&D Interface (Future Proof)

2x HQ Interface (Humanity’s Shadow)  ••••

3x The Personal Touch (Core Set)

Resource (3)

3x Personal Workshop (Cyber Exodus)

Icebreaker (6)

2x Gordian Blade (Core Set)

2x Corroder (Core Set)  ••••

2x Ninja (Core Set)  ••••

Program (6)

3x Magnum Opus (Core Set)

3x Self-modifying Code (Creation and Control)

 

Tennin Institute: The Secrets Within (Honor and Profit)

Agenda (10)

2x Braintrust (What Lies Ahead)

3x Medical Breakthrough (Honor and Profit)

1x Philotic Entanglement (Honor and Profit)

2x The Future Perfect (Honor and Profit)

2x Clone Retirement (Second Thoughts)

Asset (3)

3x Jackson Howard (Opening Moves)  •••

Upgrade (2)

2x Caprice Nisei (Double Time)

Operation (18)

3x Celebrity Gift (Opening Moves)

3x Commercialization (Cyber Exodus)  •••

3x Hedge Fund (Core Set)

3x Trick of Light (Trace Amount)

3x Restructure (Second Thoughts)

2x Medical Research Fundraiser (Honor and Profit)

1x Biotic Labor (Core Set)  ••••

Barrier (6)

3x Ice Wall (Core Set)  •••

2x Wall of Thorns (Core Set)

1x Tyrant (A Study in Static)  ••

Code Gate (5)

2x Inazuma (Honor and Profit)

3x Quandary (Double Time)

Sentry (5)

1x Susanoo-No-Mikoto (Honor and Profit)

2x Grim (Opening Moves)

2x Tsurugi (True Colors)

0 Udostępnień