Świadkowie Jehowy w cyberprzestrzeni, czyli jak pozyskiwać nowych graczy

Android: Netrunner to świetna karcianka. Co do tego nikt nie ma wątpliwości. Dzięki unikatowej mechanice czy ogromnym możliwościom tworzenia talii, wręcz nie ma sobie równych .

Jak każda inna gra karciana (zwłaszcza w Polsce), jest mimo wszystko rozrywką dość niszową.

Tutaj najczęściej pojawia się problem, gdyż bez aktywnej i dość sporej sceny graczy, ten gatunek gier wymiera bardzo szybko śmiercią naturalną. Przez brak chętnych nie robi się turniejów, bez nich nie ma większej motywacji do doskonalenia i budowania nowych decków, bądź śledzenia całej sceny danej gry.

Logicznym jest więc, iż staramy się jak najwięcej osób wciągnąć w bliską naszemu sercu rozgrywkę i gdzie się tylko da, pozyskiwać nowe dusze, gotowe tracić spore ilości godzin, ślęcząc nad kartonikami. Człowiek jako istota stadna, w pierwszej kolejności będzie próbował „zarazić” wszystkich znajomych, część rodziny, czy w najlepszym możliwym scenariuszu, swoją „połowicę”.

Skoro gra jest tak dobra, daje nam tyle frajdy, to dlaczego mój partner miałby się nią nie interesować. Zwłaszcza, iż sporadycznie zagra w jakąś prostszą planszówkę.

No właśnie… czemu?

Przekonanie kogoś do Netrunnera jest niezwykle trudne, a bardzo dziwne uniwersum oraz skomplikowane zasady wcale nam nie pomagają.

Jest jednak kilka sztuczek, którymi można się posłużyć przy prezentacji danego tytułu. Nie traktujcie tego jako poradnika, czy pomocy przeciągania „niewinnych na drugą stronę”. Bardziej jest to moje osobiste spostrzeżenie całego tego procesu, kiedy chciałem zachęcić do grania moją dziewczynę.

Skupimy się na osobach „zielonych” w takiej tematyce. Ktoś kto gra sporo w gry planszowe/karciane może łatwo się zainteresować tematem, gdyż wtedy najczęściej jest doceniana już mechanika, a jak sami wiemy pod tym względem ciężko jest Netrunnera przebić.

Na samym początku proponuję od razu nie wyciągać komuś wielkiego pudła przed nos i pytać „ZAGRASZ?”, gdyż najczęściej będzie to skazane na porażkę (nie patrzcie takim wzrokiem… człowiek się uczy na błędach). Lepiej po prostu zadbać, aby Netrunner się gdzieś przewijał w tle. Możemy czytać instrukcję, przeglądać karty, robić decki.

Na miłość boską, tylko nie oglądajcie żadnych filmów, gdzie ukazana jest rozgrywka Netrunnera (tak wiem…), gdyż to już tylko kogoś zniechęci.

W zależności od percepcji naszego „celu”, karcianka zostanie zauważona w ciągu kilku godzin/dni. Padnie magiczne pytanie, na które wielu z nas czeka i pewnie wieczorami w łazience przygotowywało się do wykładu, przy którym orędzia niektórych polityków wydawałby się niezwykle krótkie.

„O co w tym chodzi?” (ew. „co to jest?” – to wersja dla tych mniej spostrzegawczych).

Najlepiej można się uśmiechnąć tajemniczo i odpowiedzieć tylko gatunkowo: gra karciana.

W tym momencie pada pewnie parę obelg, iż nie doceniamy spostrzegawczości i inteligencji naszej partnerki i trzeba zacząć udzielać pewnych odpowiedzi. Każdy wiadomo zrobi to na swój sposób, ale mogę wam napisać to, o czym NIE powinno się wspominać.

Nie używajcie słowa Cyberpunk! Najczęściej osobie albo nic to nie powie, albo tylko ją zniechęci, gdyż mało kto lubi taki gatunek (jak ktoś lubi, to już w Netrunnera gra). Najlepiej jest całkowicie pominąć kwestie tematyki i opowiadać ogólnikowo, używając cech, które dana osoba sobie ceni w grach planszowych/karcianych.

Nie używajcie żadnej terminologii występującej w zasadach. Raczej słowa hostowanie, agenda, runner, tag itp. nie brzmi atrakcyjnie. Pamiętajcie, że balansujemy na cienkiej nici zainteresowania, która momentalnie może się zerwać, gdy tylko zaczniemy zasypywać kogoś informacjami z kategorii „nudne”.

Jak więc to powinno brzmieć? Krótko. Dobrym przykładem może być: „Jest to gra, w której jedna osoba musi ukrywać pewne karty, a druga starać się je zdobyć. Ogólnie jest trochę blefowania i przeszkadzania sobie nawzajem”.

Kiedy ten pierwszy kontakt zostanie nawiązany i „cel” wyrazi chęć zagrania, możemy sobie pogratulować pierwszego sukcesu. Niestety to była łatwiejsza część do zrobienia.

Drugą częścią będzie przedstawienie zasad w taki sposób, aby dana osoba była w stanie nie tylko samodzielnie rozegrać partię, ale jeszcze czerpać z tego frajdę. Na tym etapie rezygnuje mnóstwo osób, gdyż wielu z nas sięga po najbardziej oczywisty krok.

Po instrukcję…

Jeżeli zaczniemy nagle opowiadać o zasadach, to pewnie po paru minutach, nie tylko osoba wstępnie zainteresowana nic z tego nie zapamięta, to jeszcze przerazi się mnogością reguł (tak wiem, że dla grających wszystko jest proste i niezwykle intuicyjne). Spora większość z nas to wzrokowcy, więc można wykorzystać to.

Dajmy partnerowi talię korporacji (najlepiej Weylanda) i sobie weźmy runnera (Shaper). Pewnie teraz się zastanawiacie jak macie grać, skoro druga osoba nie zna reguł i całkowicie nie będzie wiedzieć co ma robić. Ano już spieszę z odpowiedzią.

Zagrajcie w otwarte karty.

Co z tego, że wtedy dokładnie wiemy co kto ma w ręce, co ląduje na serwerach itp. tutaj nie chodzi aby wygrać, tylko aby pokazać drugiej osobie w praktyce co ma robić i w miarę prosto wytłumaczyć dlaczego. Jeżeli może nas spalić, to zasugerujmy to i dajmy się spalić. Postarajmy się ukazać najważniejsze aspekty grania. Powiedzmy dlaczego w 99 % najlepiej jest zainstalować LOD-y w R&D i HQ w pierwszej turze. Jak dbać o ekonomię. Kiedy próbować zapunktować projekt. Oczywiście ograniczmy się do niezbędnego minimum, aby owa pierwsza gra nie trwała więcej niż 15-20 minut.

Kiedy jakoś przełamaliśmy pierwsze LOD-y (w przenośni i dosłownie), a nasz „cel” jeszcze nie ma dość, rozegrajmy ponownie ten sam mecz, tymi samymi frakcjami bez zmiany stron i ponownie w otwarte karty. Jedynie z tą różnicą, iż teraz ograniczmy się do udzielania odpowiedzi na zadawane pytania i drobnej pomocy, bądź korekty dziwnych zagrań. Niech druga osoba sama już decyduje co ma robić. Ponownie przypominam, iż naszym celem nie jest wygrana, więc nawet jak widzimy instalację projektu na serwer zdalny, to nie skaczmy tam od razu.

Nie możemy zapomnieć, iż w tych pierwszy grach również mówmy co i dlaczego robimy jako runner.

Nie bez powodu lepiej jest dać początkującej osobie korporację do grania, gdyż jest to bardziej intuicyjne i mniej wymagające od samego gracza. Nie musi ona przejmować aż tak bardzo inicjatywy i podejmować tak wiele decyzji.

Jeżeli widzimy, że mamy jakiś postęp i podstawowe zasady zaczynają być już świadomie stosowane, możemy rozegrać mecz już standardowy, bez jawnych kart. Oczywiście ciągle służymy pomocą, nawet jeżeli miałaby wyglądać w taki sposób, że ktoś podstawia nam pod nos kartę, którą ma w dłoni i pyta się co ona robi, bądź co można z nią zrobić.

Taki proces jest dość żmudny i może potrwać nawet kilka dni, ale im my będziemy bardziej cierpliwi, tym jest większa szansa, że Netrunnerowy haczyk zostanie połknięty.

Ileż to razy widziałem osoby, które miały rozegrać pierwszą partię z kimś początkującym, gdzie po krótkim tłumaczeniu po prostu dawały mu karty, a następnie próbowały rozegrać partię. Najczęściej się to kończyło tym, że osoba „ucząca się” albo dawała sobie spokój już po pierwszej grze, albo po kilku kolejnych, a „nauczyciele” byli wielce zdziwieni, że ktoś tak szybko rezygnuje i nawet nie próbuje poznać gry.

Jeżeli geniusze chcecie, aby do tego doszło, to dajcie komuś na to szansę, a nie liczcie że ktoś kogo MY próbujemy wciągnąć w dane uniwersum, sam wszystkiego się nauczy, przeczyta całą instrukcję i jeszcze pokona nas w pierwszym meczu.

Oczywiście należy pamiętać, iż od wszystkiego istnieją pewne wyjątki i pomimo usilnych starań, dalej dana osoba nie będzie zainteresowana. Mówi się trudno.

A co do samego „poradnika”: czy przynosi on jakieś efekty?

Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia…

Moja dziewczyna, jak nie chciała, tak do dzisiaj nawet nie spróbowała rozegrać chociażby jednej partii w Netrunnera. Z drugiej strony co się dziwić. Codziennie widzi mnie ślęczącego nad setkami kart, słucha narzekań kiedy źle pójdzie mi na turnieju (a najczęściej idzie bardzo źle), bądź drapie się po głowie, kiedy przynoszę do domu kolejny dodatek, czy paczkę z koszulkami.

Niemniej ja się nie poddaję i czuję, że jeszcze przyjdzie dzień, kiedy sama zaproponuje rozgrywkę!

Tak wiem… nadzieja matką głupich. Przynajmniej dobrze wiem już, czego NIE robić, aby zachęcić kogoś do grania.

Trzymajcie się i powodzenia. Może wy będziecie mieli więcej szczęścia do pozyskiwania nowych wyznawców.

 

  • Modrzew

    Moja dziewczyna była tak zainteresowana Netrunnerem, że aż pojechała ze mną na jeden turniej, żeby zobaczyć jak to wygląda na żywo. Po wszystkim, kiedy wróciliśmy do domu i spytałem ją czy chce zagrać powiedziała „Nie i nie wracajmy nigdy do tego tematu” 😀

    • Dariusz Kułak

      Błędem było zabierać ją na turniej 😉 Obserwowanie grających w Netrunnera dla kogoś kto nie zna zasad jest wyjątkowo nudne.

  • Dawid Stefański

    Mnie nikt nie wciągał do Netrunnera. Przeglądałem dostępne na rynku karcianki, odrzuciłem popularne mtg ze względu na ogromny nakład finansowy, aby być kimś, the spoils oraz wszystkie Booster games. Pochłaniacze kasy. Przeszło na LCG gdzie długo zastanawiałem się nad różnymi aspektami. – Gra turniejowa, – rozbudowana Polska scena, mało wydanych data packów (wbiłem jak wychodziło True Colors i po 2 miesiącach mam wszystkie dostępne karty.) -Klimat rządzi jeśli ktoś lubi takie filmy jak Kod Dostępu czy Łowca Androidów, -Bardzo pomógł OCTGN i fajna ekipa z Poznania.

    Wniosek? Odrobina samozaparcia i można poznać Netrunnera w szybkim tempie, teraz zostało mi tylko regularne granie w dążeniu do lepszych wyników. Zniechęcić może mnie jedynie „ciągłe granie na niskim poziomie”, remisowanie jest frustrujące.

    Pozdro!

    • Dariusz Kułak

      Wiesz, Ty jesteś osobą która ogólnie grała dużo w inne karcianki, a przypadek w artykule odnosi się do całkowitego laika karciankowego 🙂 Tym bardziej kobiety 😛

      • Dawid Stefański

        Grałem tylko w Card games w internecie (przeróżne) , a to chyba jest już trochę inna półka. Zawsze chciałem grać w karcianki fizycznie a Netrunner okazał się strzałem w 10.

        • Dariusz Kułak

          Nie wiem co musiałoby się stać, aby dla kogoś kto chce grać w kracianki Netrunner nie był strzałem w 10 😉

  • No poparz, popatrz… Mnie jakoś zachęcać nawet nie próbujesz :/ Foch 😛

    • Dariusz Kułak

      Za daleko mieszkasz 😉

  • W Poznaniu działa aktywnie scena Netrunnera: http://netrunner-poznan.github.io/

  • Sebastian Płocki

    Po pierwsze i najważniejsze: Kłaniam się nisko Brylantowi za wszystko co do tej pory napisał. Dzisiejszy tekst bardzo mi się przyda, bo mam żonę, która czasami w coś zagra, ale Netrunnera jakoś nie trawi. Spróbuje jeszcze raz zachęcić żonę do gry, uzbrojony w powyższe porady. A jeżeli to nie pomoże, to zostanie już tylko modlitwa do św. Williama Gibsona 😉

    • Dariusz Kułak

      Radzę już teraz się modlić, bo mi nic nie pomogło 😉

  • NeuroZnadPlanszy

    Wciąganie ludzi w CCG lub LCG jest po prostu niemoralne 😉 W życiu warto pamiętać o kilku zasadach związanych z pieniędzmi i wymianą towarową.

    1. Nigdy nie kupuj/sprzedawaj auta znajomemu
    2. Nigdy nie sprzedawa/kupuj od znajomego polisy ubezpieczeniowej
    3. Nigdy nie wciągaj/dawaj się wciągnąć znajomemu w CCG, TCG, LCG

    Tyle ode mnie.

    • Dariusz Kułak

      Oj tam… moralność, moralnością, ale grać trzeba mieć jeszcze z kim 😉

  • Pingback: Gry planszowe w pigułce #330 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Dobry tekst, rozbawil mnie.

    • Dariusz Kułak

      Miło mi słyszeć 🙂

  • Pingback: Info | Tydzień ZnadPlanszy #04 ZnadPlanszy.pl()